poniedziałek, 21 listopada 2016

Wygrałam freebie na Aliexpress!!! Pędzle Szczotki - zapowiedź.

Zastanawialiście się kiedyś o co chodzi z tymi freebies na Aliexpress? Ja też!


JAF 10 pcs Oval Makeup Brush Set Foundation Powder Cream Make Up Tool Kit Toothbrush Shape Oval Brushes
$14.74

Ludzie uwielbiają dostawać coś, cokolwiek za free, ;) zgadnijcie więc, jaka była moja radość, kiedy dostałam na Ali wiadomość, że WYGRAŁAM TAKIE FAJNE PĘDZLE DO MAKIJAŻU.

Szok i niedowierzanie. :D

Zwłaszcza, że od jakiegoś czasu jestem członkiem facebookowej grupy Makeup & Beauty i choć na co dzień się nie maluję, to czytając i oglądając wszystkie te recenzje, zdjęcia i makijaże, zwyczajnie zaczęłam pragnąć kilku rzeczy o których istnieniu dotąd nie wiedziałam.

Ale po kolei.

Tegoroczne chińskie Święto Singla, czyli 11.11 niejako zmusiło mnie do zapoznania się z ideą Freebies. Jak każda szanująca się "cebulka", brałam udział w różnych zabawach, których celem było zdobywanie punktów, które potem można było zamienić na kupony zniżkowe. Jednym z zadań, jakie przygotowali nam w tym roku organizatorzy, było właśnie aplikowanie o freebie.
Polega to na wejściu w zieloną zakładkę na stronie głównej Aliexpress, gdzie wyświetlą się przeróżne "oferty".
Wybieramy coś fajnego ;) i klikamy w daną rzecz. Następnie musimy przejść do sklepu oferującego wybrane przez nas freebie i dodajemy go do ulubionych. (Bez tego nie mamy co liczyć na darmowe zakupy.) Potem cofamy się do strony przedmiotu i klikamy zielony klikacz "APPLY". Tam poproszą nas o potwierdzenie adresu i zaakceptowanie regulaminu. I już.
Dziennie możemy zgłosić się aż do dwóch freebies.
Ja pobawiłam się w to kilka dni, raczej niedowierzając w autentyczność tej "promocji", aż do ogłoszenia pierwszych wyników, z których wynikło, ;) że "nic z tego".
Wcale się nie zdziwiłam, zważywszy, że chętnych na każde z freebie najczęściej jest coś około dwudziestu tysięcy, a sztuk tegoż przedmiotu do oddania np. 8. Albo i 1. :D
Chętnych na odkurzacz typu iRobot: 82055,
Do oddania: 1 szt. 




Tak zniechęcona pierwszymi nie-wygranymi, utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to jakaś ściema.

Parę dni później, gdy siedziałam sobie grzecznie u siostruni na kawuni, zabrzęczał mój telefon, wyświetlając powiadomienie z apki Aliexpress. Była chyba niedziela, ale znając zapał Chińczyków, pomyślałam, że ktoś mi coś wysłał. Zaglądam, a tam zdjęcie fajnych pędzli, na które się kiedyś zapisałam i info, że jeśli nie zapłacę za rzeczone zamówienie, DOSŁOWNIE pięć GROSZY (!), w przeciągu dwóch dni,  to moje zamówienie zostanie anulowane.
Zwróćcie uwagę na cenę tego "zakupu"- 0,05 polskich nowych groszy! :D

No to ja w te pędy- szybko, szybko, żeby nie przepadło :D - na przelewy 24 i puściłam pełną sumkę ;) na poczet darmowych pędzelków.
Od razu też, w pełnym podnieceniu, wysmarowałam wiadomość do Majfrenda, że się cieszę; że nie wierzyłam i że mocno pozdrawiam. Na drugi dzień miły pan z Chin odpisał, że gratuluje i że już wysłał mój łup.
Mam nadzieję, że pędzle DOJDĄ, a wtedy podzielę się w Wami moimi wrażeniami na ich temat.
(O kurczę, wychodzi na to, że teraz będę musiała uzupełnić kosmetyczkę, żebym miała co tymi pędzlami na siebie nakładać. ;) )

Cheers! :D


piątek, 18 listopada 2016

Kubeczek menstruacyjny z Aliexpress - spanie podczas okresu choćby i nago

Mam i ja!

O kubeczku menstruacyjnym słyszało się tu i ówdzie (głównie w "internetach") już od dłuższego czasu. Ja jednak nigdy nie wnikałam w ten wynalazek, bo i po co? Wymyślono juz przecież wszystko, co potrzeba w tym temacie.
Czyżby?
Swoje poglądy zweryfikowałam nieco przez przypadek. Oddając się jednej z moich ostatnio ulubionych rozrywek, jaką jest shoppingowanie na Ali, natknęłam się na wyżej wspomniany kubeczek. Jego nader niska cena skłoniła mnie do zakupu.
"A, zobaczymy!", pomyślałam. Zamówiłam i kolejnych kilka dni prawie każdą wolną chwilę spędzałam na wszelakich forach, blogach i youtubach, coraz bardziej wkręcając się w temat. W końcu mój stosunek do kubeczków, z obojętnej ciekawości zmienił się na prawie obsesyjną chęć przetestowania tego ustrojstwa.
No i przyszedł.
Taki "gumiasty", różowy. Fajny.
Zajęło mu to miesiąc bez trzech dni. Przez ten czas przeczytałam i obejrzałam już chyba wszystko, co trzeba o kubeczkach wiedzieć. Kiedy w końcu go dostałam, byłam na maksa gotowa do testów. Szczęście mi sprzyjało, bo okres miałam mieć zaraz na drugi dzień (nigdy, przenigdy nie nazwałabym okresu szczęściem, a tu proszę!).
Uzbrojona w potrzebną mi wiedzę, stwierdziłam, że czas na "przymiarkę na sucho". (Producenci różnych marek zapewniają, że takie poczynania w niczym nam nie zaszkodzą, bowiem kubeczek- w przeciwieństwie do tamponów- nie wchłania wydzielin naszego ciała, wiec nie wysusza śluzówki.)
Przymiarka wypadła zadziwiająco dobrze. Nie miałam żadnych problemów z "instalacją", ani wyjmowaniem, a te kilkanaście minut, jakie dałam sobie na zbieranie danych z "tamtąd" upłynęło bez żadnych odczuć ze strony kubeczka. Czyli super. Wyjęłam, umyłam i odłożyłam. Poszłam spać, ciesząc się jak głupia, że jutro okres.  ;)
Rano od nowa cała procedura: umyć, wyparzyć, złożyć, włożyć. I tym razem małe potknięcie. A mianowicie uszczypnęłam się w środku. Ale to nic. Mam nadzieję. O kubeczku praktycznie zapomniałam. Wieczorem, po około 9 godzinach kubeczek wyjęłam - można go trzymać bez opróżniania maksymalnie 12h.
(Ciąg dalszy dla ludzi o mocnych nerwach.)
Otóż wyjęłam go i o mało nie puściłam pawia. Radzę się w ogóle nie przyglądać, tylko czym prędzej opróżnić i umyć kubeczek. Wprawdzie nie było tego dużo, ledwo co na dnie, ale pierwszy raz w życiu widziałam coś takiego. Cóż, myślę, że się przyzwyczaję. Na noc go nie zakładałam, bo wydzieliny z całego dnia było tak mało, że stwierdziłam, iż wystarczy mi wkładka. Rano natomiast znów cała procedura z wyparzaniem i znów potknięcie, a mianowicie kubeczek nie chciał się w środku otworzyć, mimo obkręcania go wokół własnej osi i wodzenia wokół niego palcem, jak radzą producenci i użytkowniczki. W końcu odkryłam, że w moim przypadku lepiej od spłaszczania i składania na pół, sprawdza się składanie w taki dzióbek, czyli brzeg w jednym miejscu do dołu, a pozostały brzeg zawinąć w taki sposób, by powstał dzióbek.
 Grunt, że się udało. Teraz czekam na wieczór, zobaczymy, czy mój kubeczek dorówna tradycyjnym metodom radzenia sobie z tą niedoskonałością, niedopracowaniem natury, jakim jest nasze comiesięczne "krwawienie miesięczne". A że mam tzw. spiralę, a przez nią dość obfite krwawienia, przed kubeczkiem nie lada wyzwanie.
Mam nadzieję, że się sprawdzi, bo wizja życia bez podpasek, tamponów i przeciekania już podbiła moje serce.

Gdzie kupiłam: http://s.aliexpress.com/7ZBR3i6b
Cena: 3,36 zł (darmowa przesyłka)

Kubeczek nazywa się Viva Cup, czyli podróba znanej i cenionej marki Diva Cup. :)