Mam i ja!
O kubeczku menstruacyjnym słyszało się tu i ówdzie (głównie w "internetach") już od dłuższego czasu. Ja jednak nigdy nie wnikałam w ten wynalazek, bo i po co? Wymyślono juz przecież wszystko, co potrzeba w tym temacie.
Czyżby?
Swoje poglądy zweryfikowałam nieco przez przypadek. Oddając się jednej z moich ostatnio ulubionych rozrywek, jaką jest shoppingowanie na Ali, natknęłam się na wyżej wspomniany kubeczek. Jego nader niska cena skłoniła mnie do zakupu.
"A, zobaczymy!", pomyślałam. Zamówiłam i kolejnych kilka dni prawie każdą wolną chwilę spędzałam na wszelakich forach, blogach i youtubach, coraz bardziej wkręcając się w temat. W końcu mój stosunek do kubeczków, z obojętnej ciekawości zmienił się na prawie obsesyjną chęć przetestowania tego ustrojstwa.
No i przyszedł.
Taki "gumiasty", różowy. Fajny.
Zajęło mu to miesiąc bez trzech dni. Przez ten czas przeczytałam i obejrzałam już chyba wszystko, co trzeba o kubeczkach wiedzieć. Kiedy w końcu go dostałam, byłam na maksa gotowa do testów. Szczęście mi sprzyjało, bo okres miałam mieć zaraz na drugi dzień (nigdy, przenigdy nie nazwałabym okresu szczęściem, a tu proszę!).
Uzbrojona w potrzebną mi wiedzę, stwierdziłam, że czas na "przymiarkę na sucho". (Producenci różnych marek zapewniają, że takie poczynania w niczym nam nie zaszkodzą, bowiem kubeczek- w przeciwieństwie do tamponów- nie wchłania wydzielin naszego ciała, wiec nie wysusza śluzówki.)
Przymiarka wypadła zadziwiająco dobrze. Nie miałam żadnych problemów z "instalacją", ani wyjmowaniem, a te kilkanaście minut, jakie dałam sobie na zbieranie danych z "tamtąd" upłynęło bez żadnych odczuć ze strony kubeczka. Czyli super. Wyjęłam, umyłam i odłożyłam. Poszłam spać, ciesząc się jak głupia, że jutro okres. ;)
Rano od nowa cała procedura: umyć, wyparzyć, złożyć, włożyć. I tym razem małe potknięcie. A mianowicie uszczypnęłam się w środku. Ale to nic. Mam nadzieję. O kubeczku praktycznie zapomniałam. Wieczorem, po około 9 godzinach kubeczek wyjęłam - można go trzymać bez opróżniania maksymalnie 12h.
(Ciąg dalszy dla ludzi o mocnych nerwach.)
Otóż wyjęłam go i o mało nie puściłam pawia. Radzę się w ogóle nie przyglądać, tylko czym prędzej opróżnić i umyć kubeczek. Wprawdzie nie było tego dużo, ledwo co na dnie, ale pierwszy raz w życiu widziałam coś takiego. Cóż, myślę, że się przyzwyczaję. Na noc go nie zakładałam, bo wydzieliny z całego dnia było tak mało, że stwierdziłam, iż wystarczy mi wkładka. Rano natomiast znów cała procedura z wyparzaniem i znów potknięcie, a mianowicie kubeczek nie chciał się w środku otworzyć, mimo obkręcania go wokół własnej osi i wodzenia wokół niego palcem, jak radzą producenci i użytkowniczki. W końcu odkryłam, że w moim przypadku lepiej od spłaszczania i składania na pół, sprawdza się składanie w taki dzióbek, czyli brzeg w jednym miejscu do dołu, a pozostały brzeg zawinąć w taki sposób, by powstał dzióbek.
Grunt, że się udało. Teraz czekam na wieczór, zobaczymy, czy mój kubeczek dorówna tradycyjnym metodom radzenia sobie z tą niedoskonałością, niedopracowaniem natury, jakim jest nasze comiesięczne "krwawienie miesięczne". A że mam tzw. spiralę, a przez nią dość obfite krwawienia, przed kubeczkiem nie lada wyzwanie.
Mam nadzieję, że się sprawdzi, bo wizja życia bez podpasek, tamponów i przeciekania już podbiła moje serce.
Gdzie kupiłam: http://s.aliexpress.com/7ZBR3i6b
Cena: 3,36 zł (darmowa przesyłka)
Kubeczek nazywa się Viva Cup, czyli podróba znanej i cenionej marki Diva Cup. :)



:)
OdpowiedzUsuńJa też mam! Zdecydowałam sie na zakup kubeczka menstruacyjnego po przeczytaniu tego artykułu https://www.popularne.pl/rzeczy-z-2005/?fbclid=IwAR0CVMrv6XDYjoiS_RjvRfMfiQnQSajdeb_q4AYMClO3PyLgOe0cqBODwVo Wcześniej nawet nie chciałam o tym myśleć. Teraz uważam, ze to najlepszy mój zakup od lat.
OdpowiedzUsuń